niedziela, 18 grudnia 2011

Zapraszam świątecznie

...do odwiedzenia nowego działu, w którym znajduje się Zbiór ładnych kartek z życzeniami z okazji Świąt Bożego Narodzenia.

sobota, 13 sierpnia 2011

Szczęście to kwestia czasu

Autorem artykułu jest Krzysztof Dmowski



Bywamy świadkami pewnych zdarzeń, dostrzegamy, że komuś udaje się wszystko, a inny sprawia wrażenie jakby przyjaźnił się z pechem. Pamiętamy o tym, że to właśnie myśli kreują rzeczywistość, a myśli to fale.

 

Czym jest szczęście, a czym jest pech? Jedna z nauk Buddy ukazuje: „Człowiek jest tym, co o sobie myśli”. Potrafisz dostrzec różnicę pomiędzy wypowiedziami: „nie potrafię”, „nie dam rady”, „nie umiem”, „jest mi z tym źle”, „źle się czuje”, „stracę pracę”, „wszystko mnie wkurza”, a tymi: „potrafię”, „zrobię to”, „dam radę”, „jest dobrze”, „mam fajną pracę”, „jestem szczęśliwy”? Jak myślisz, które z tych myśli szybciej się zmaterializują? Czy jeżeli myślisz o negatywnych rzeczach, to oczekujesz szczęścia? Czy jeżeli myślisz źle o bogactwie, pieniądzach, ludziach zamożnych, czy majętnych, to oczekujesz, że kiedyś wygrasz w jakiejś grze losowej? Kiedy zatem możesz powiedzieć o szczęściu? Kiedy mówisz o pechu? Czy jeżeli robisz źle, kłamiesz, okradasz innych, sprzedajesz wadliwe produkty, lub rzeczy szkodzące innym — chcesz być wtedy szczęśliwy? Czy znowu kiedy jesteś uczciwy, masz rodzinę, ale mało zarabiasz i brakuje ci pieniędzy — czy wtedy nie jesteś szczęśliwy?

Przecież jeżeli robisz wszystko jak należy i w żaden sposób nie przyczyniłeś się do krzywdy innego człowieka, czy za to ktoś może cię ukarać? Czy będziesz szczęśliwy jeżeli wzbogacisz się na nieszczęściu innego człowieka, lub wzbogacisz się krzywdząc innego człowieka i wtedy będziesz oczekiwał, że wszystko w twoim życiu ułoży się najlepiej?

Osobiście znam wiele przypadków ludzi, którzy są gorliwymi katolikami, wierzą w Boga bardziej niż inni — jak o sobie mówią, a zajmują się kradzieżami, lub myślą: „zrobię jeden przekręt i będę szczęśliwy do końca życia”. Czy to jest przykład osoby wierzącej w Boga?

Oczywiście można tu rozwodzić nieskończoność ideologii. Jednak jakby nie było, każdy człowiek ma sumienie i wolną wolę. Dzięki nim wykonuje takie lub inne działania. Za nie spotka go szczęście, lub pech. Nikt nie rodzi się szczęściarzem, lub pechowcem, pomimo tego, że wszystko może tak wyglądać.

Pewien mój kolega urodził się tuż po północy pierwszego stycznia — był pierwszym urodzonym w nowym roku. Wcześniej dziecko urodzone jako pierwsze w roku otrzymywało nagrodę pieniężną. Ten kolega nie otrzymał nagrody, bowiem w tym roku rozpoczął się kryzys. Czy on miał pecha?

Dawno temu słyszałem taki dowcip, gdy kolega mówi do kolegi:

— Pójdę na wojnę zabiję jednego, lub dwóch…

— A jak ciebie zabiją?

— Mnie? Za co?

Można też odbiec od reguły i posłużyć się słowami: "Sukces polega na tym, że zdobywa się to co się chciało. Szczęście polega na tym, że podoba się to co się ma." — Elbert Green Hubbard. Choć polemizowałbym tutaj, bowiem należy cieszyć się z tego co się otrzymuje, ale szczęściem nazwałbym tu pomyślność w działaniu. Szczęściem może być to, że nigdy nie spóźniam się na pociąg, gdy złamię przepis drogowy nie dochodzi do kontroli policyjnej, czy przez całą drogę zielone światło, lub wpadam do sklepu by kupić to czego chciałem i jest ostatnia sztuka.

Natomiast nigdy nie nazwałbym szczęściem, czy jego brakiem odniesienie sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie. Czasem musimy zrozumieć, że może nie nadszedł odpowiedni czas na taką rzecz. Przede wszystkim należy w złych chwilach nie myśleć, że to pech, ale że najlepsze dopiero mnie czeka.

Pamiętajmy o tym, że myśli to fale o danej częstotliwości. Co wysyłamy do Wszechświata, to zawsze do nas wraca. Nic nie zostaje bez odpowiedzi. Jeżeli robimy źle, wraca do nas zło, jeżeli robimy dobrze, wraca dobro.

"Szczęście robi dobrze ciału, ale smutek rozwija siłę umysłu" — Marcel Proust. Czasem cierpienie ukazuje nam bledy w działaniu. Na nich uczymy się działać lepiej. Pacjenci sami nie zszywają się po operacji. Tak samo nasze działanie czasem przynosi pożytek, a czasem szkodę i może trzeba tylko trochę poczekać…

 

---

http://www.kdpowiesci.republika.pl/


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 20 lipca 2011

Anioły są wśród nas

Autorem artykułu jest Danuta Wachowska



Anioły schodzą  teraz na ziemię aby pomagać ludziom w przemianach nadchodzących, nowych czasów. Są one pod postaciami ludzi, których cechy anielskie przeważają. Warto poznać anioły i ich cudowne życie, gdyż jeszcze chwila a będziemy razem z nimi dzielić naszą piękną ziemię.

Anioł, kojarzy się nam z pięknem i czystością. Te cechy unoszą anioła nad ziemię na skrzydłach, ku przestworzom niebieskim. Anioł może przemieszczać się w kosmosie z zawrotną szybkością.  Ta szybkość pochodzi z braku ziemskiej grawitacji ( obciążenia ).

Im większa grawitacja w ciele, tym trudniej o lewitację czyli „fruwanie”. Znane są liczne przypadki, jak ludzie święci w czasie ekstazy lewitowali. Pozbywali się ciężarów ciała i mogli unieść się na niewielkie wysokości w powietrze.

Ludzie starzy i ciężko chorzy zazwyczaj mają problemy z nogami i chodzeniem, nie mówiąc już o lewitacji. W nogach gromadzą się wszystkie zanieczyszczenia, bo spływają do dołu. To powoduje swoisty rodzaj przyssania do ziemi i niemoc poruszania się po niej. Określa to stan nasilenia ziemskiej grawitacji u danego człowieka.

Moczenie nóg w soli lub innych specjalnych środkach, jak chociażby woda utleniona, powoduje, że nogi oczyszczają się z toksyn organizmu. Po takim zabiegu w nogach jest uczucie lekkości.

Ptaki w odróżnieniu od ludzi i zwierząt mają bardzo małe nogi, w porównaniu z masą swojego ciała. W czasie lotu nogi ptaka są podwinięte pod brzuch i prawie niewidoczne. Skrzydła unoszą ich w powietrze i dlatego mogą fruwać. Są lekkie.

Aby człowiek stał się symbolicznym aniołem, powinien dążyć do ustanowienia cech anielskich w sobie. Pierwszym warunkiem jest oczyszczanie ciała fizycznego z toksyn i robaków. Następny etap to oczyszczanie umysłu z emocji i uwalnianie przeszłości swojej i członków rodziny od programów rodowych.

Uwalnianie, to oświecenie i totalna wolność od przywiązań do tego co ziemskie. Oczyszczania możemy dokonać najszybciej na ziemi i stać się wolnym jak anioł, aby poruszać się w przestrzeni kosmicznej.

Śmierć jest tylko przerwaniem procesu oczyszczania, aby w ponownych narodzinach zacząć od nowa z tego samego miejsca. Śmierć jest konsekwencją oporu przed zrozumieniem sensu swojego życia.

Sensem życia człowieka, jest osiągnięcie stanu doskonałości na ziemi, aby odejść do światła, bez potrzeby ponownych narodzin. Wystarczy stać się ANIOŁEM, który wykonuje bardzo cicho i bez rozgłosu swoje zadanie od Boga. Takich ludzi nie znajdziecie w Internecie ani w czasopismach. Oni nie potrzebują reklamy. Są zawsze dostępni dla tych, którzy są już gotowi.

Tych anielskich ludzi jest jeszcze mało na ziemi, ale przebywanie w ich energiach daje niezapomniane chwile. Każdy, kto rozumie sens swojego życia, po takim spotkaniu staje się innym człowiekiem. Jego wibracje wzrastają i zaczyna szukać samego siebie, który jest ukryty pod maską ego osobowości.

Wzrost wibracji zmienia całą przestrzeń wokół anielskich ludzi. Ostatnio widziałam na własne oczy jak ryba w domowym akwarium medytowała w wodzie o najwyższych wibracjach z kosmosu, dostępnych dziś na ziemi. Byłam zszokowana. Myślałam, że to śnięta ryba, bo nie poruszała się ani na moment.

Taka ryba nie musi już przechodzić różnych faz ewolucji, tylko pójdzie bezpośrednio do światła. Coraz więcej cudownych zdarzeń zaczyna pojawiać się na ziemi, aby ludzie zobaczyli inny świat, który przybliża się do nas.

Jeszcze trochę a wejdziemy w czwarty wymiar duchowy i będziemy zmuszeni przebywać w wysokich wibracjach. Dla niezwykle opornych ludzi na zmianę, nie będzie miejsca w takim niebiańskim świecie. Jest to zrozumiałe samo przez się.

Anielski świat jest bardzo przyjemny. Tylko radość istnienia i smakowanie wykwintnych potraw jest jego bytem. Medytacja będzie naturalnym stanem chwili obecnej.

Po oczyszczeniu ciała i umysłu przychodzi faza zastąpienia wody strukturalnej – wodą o wysokiej energii. W organizmie znajduje się około 85 % wody i ona musi być wymieniona na wysokoenergetyczną. Kto jest gotowy na taki proces, ten znajdzie wysokoenergetyczną wodę i miejsce, które znajduje się w centrum Polski.

Wszystko jest dostępne dla tych, co czują w sobie anielską istotę i chcą ją odkryć. Anioł nie postrzega świata oczami fizycznymi lecz duchowym wzrokiem, dlatego oczy anioła są zamknięte na świat iluzji. Skrzydła przerastają jego górną postać, która zdaje się być promienista i okrągła, bez dolnej części powiązanej z ziemią.

Z centrum serca wypływają promieniście promienie o barwach pastelowej żółci i fioletu. Twarz anioła jest piękna i harmonijna. Taki obraz anioła mam w domu z którego promienieje wysoka energia. Obraz ten i wiele innych podobnych, jest malowane przy użyciu wysokoenergetycznej wody oraz esencji kosmicznych.

Uwolniony człowiek od błędów przeszłości jest aniołem promieniującym światłem na otaczającą przestrzeń. Wysoka energia „człowieka – anioła”, podnosi wibrację ziemi i osób stykających się z nim. Przychodzi czas, że coraz więcej ludzi staje się aniołami, by przewodzić ludzkości w nadchodzących przemianach kosmicznych. Niebo zstępuje na ziemię!

---

Danuta Wachowska www.danuta.stronawww.eu


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Aktywna praca z duszą - podstawy

Autorem artykułu jest Nikodem Marszałek



Praca z duszą i energią miłości umożliwia przepracowanie tematu, odblokowanie zatoru energetycznego, podniesienie świadomości, scalenie energii i trwałe rozwiązanie karmy. Ale na czym konkretnie polega „aktywna praca z duszą” odpowie - w pierwszej części - ten artykuł. 

Szukanie przyczyn
Nagle poczuliśmy przeszywający ból, który dosłownie „zwalił” nas z nóg. Możemy wziąć tabletkę przeciwbólową, wypić coś wysokoprocentowego, zapalić papierosa lub zjeść coś słodkiego, aby zagłuszyć nieprzyjemne lub bolesne odczucie. Jednak świadomość duchowa wymaga od nas rezygnacji z odcinania się od problemu i wyszukania przyczyny wystąpienia bólu, problemu, nieprzyjemnych okoliczności. Ukłucie, przeszywający ból może być wynikiem ataku jaki przyjęła na siebie dusza. Energia miecza, harpuna, kolca, szpikulca wibruje w wyższych ciałach subtelnych i tworzy zator energetyczny, który zaczyna blokować i tworzyć niedobór lub nadmiar energii w jednym miejscu. Energia z wyższych gęstości przenika energie niższych, toteż jeśli występuje jakakolwiek blokada, nadmiar, niedobór danej energii, wpływa to na ciało fizyczne doprowadzając do bólu, zmęczenia, choroby, nawet trwałych zmian komórkowych.

1. Podczas „aktywnej pracy z duszą” przenosimy świadomość dokładnie do bolącego miejsca, np. nogi i zadajemy pytanie: „W którym momencie zaistniała pierwsza przyczyna bólu w nodze?”. Wyjaśniam: Przeniesienie świadomości oznacza całkowite skupienie się na nodze wraz ze swoją duszą (i najlepiej Wyższą Jaźnią).

2. Drugi etap to zaproszenie energii miłości (lub energii najwyższej jaką potrafimy przywołać) do bolącego miejsca. Następnie etapy są bardzo łatwe do powtórzenia:
a) rozwiązujemy karmę przez wyszukanie istoty bądź zdarzenia, które doprowadziły do zachwiania energii w którymś z ciał (jest ich 12);
b), wybaczamy i prosimy o wybaczenie, dajemy zadośćuczynienie, prosząc energie miłości o wyrównanie (miłość wszystko wyrównuje);
c) staramy się zrozumieć co zaszło i dlaczego. Jakie błędne decyzje powzięła moja dusza, Wyższa Jaźń w poprzednich wcieleniach, albo co zrobiła poprzednia osobowość mojej duszy.

Często dusza posiada świadomość przyczyny bólu/zrodzenia przekonania, innym razem może się ociągać w udzieleniu odpowiedzi, lub sami nie chcemy się do czegoś przyznać, wstydzimy się, albo boimy się kary, wyszydzenia. Zapamiętajmy: Pracujemy sami ze sobą i energią miłości – tu nikt nie ocenia, nie krytykuje, nie zlicza ani wini, bo tak nie działa energia miłości. Odtwarzając przeszłość, transformując jeden rodzaj energii w drugi, nie oceniamy na dobre - złe, jasne - ciemne, szlachetne – nikczemne, egoistyczne – społeczne, bo energia miłości nie jest dualizmem (artykuł „Jakie masz wzorce Białe czy Ciemne?"), wartością rozdzielającą i oceniającą.

Pomocny zwrot: „Ja ... i moja dusza zapraszamy do siebie energie miłości – lub energie najwyższą, jaką potrafimy przywołać (odrzucamy energie biało mleczne lub czarne). Proszę swoją duszę (i Wyższą jaźń, jeśli mamy z nią kontakt) o pokazanie pierwszej przyczyny wystąpienia bólu w nodze”. Ważne, aby otworzyć się na odczucia, emocje, może obraz subtelny, migawkę z przeszłości. Cokolwiek czujemy/widzimy, zapisujemy.

Rozwiązywanie karmy
Podczas „aktywnej sesji z duszą”, dochodzimy do momentu rozwiązania karmy z inną duszą, grupą, czy nawet społecznością. Zadanie polega na zwróceniu wolności od siebie, ale również sobie zwracamy wolność od jednostki/grupy. Aby zwrócić sobie od kogoś wolność, sprawdzamy z nim karmę. Jedyny prawdziwy zapis karmiczny – to nie kroniki Akashy, lub to co wymyśli Rada Wcieleniowa/Karmiczna – odzwierciedla się w sznurze karmicznym. Sznur karmiczny to połączenie między duszami (splotami słonecznymi), które może posiadać węzły i zgrubienia:

1. Karma pozytywna między duszami tworzy sznur koloru jasnego, energia swobodnie w nim przepływa, a małe węzły są łatwe do uwolnienia. Gdy dusze miały/mają częsty kontakt ze sobą, sznur jest gruby.

2. Karma negatywna tworzy sznur ciemny, szary, pomarszczony. Węzły na takim sznurze odpowiadają za pierwotną przyczynę wystąpienia negatywnej karmy, czyli relacji z przeszłości. Pomocny zwrot: „Proszę prawdziwą miłość o pokazanie pierwszego węzła (zgrubienia) na sznurze karmicznym z ….”. Szukamy, co takiego stało się w przeszłości, jak zareagowaliśmy, co zostało obiecane i niespełnione – jaki rodzaj krzywdy ktoś nam zadał/lub sami zadaliśmy. Odkrywając pierwotną przyczynę zapraszamy energie miłości, rozplątujemy ten konkretny węzeł, zwracamy energie, prosimy miłość o zadośćuczynienie dla drugiej osoby.

Rozwiązanie karmy działa tylko dlatego, że podczas aktywnej współpracy z duszą, nasze intencje i wola od osobowości i duszy kierują się w stronę Wyższej Jaźni, a od Wyższej Jaźni energia leci w kierunku Źródła Miłości, czyli nas samych z tego poziomu, poziomu jedności, związków bezkarmicznych, energii czystej miłości. Nasza wola jest akceptowana i schodzi przez Nadjaźń danej istoty w kierunku Wyższej Jaźni i duszy następnie osobowości. Oczywiście energia miłości – my sami z najwyższego poziomu – nie narzucamy własnej woli, dlatego też nasze „puszczenie”, „transformacja karmy” ma wpływ głównie na nas samych. Pełne odblokowanie przepływu energii nastąpi, jeśli druga osoba puści/uczyni to samo w naszym kierunku.

Splot słoneczny jest odzwierciedleniem kondycji ciała astralnego, które jest źródłem naszych emocji i uczuć. Gdy „puszczamy” energetyczną presję względem drugiej duszy (osobowości), przestajemy się szarpać, rywalizować, udowadniać, niszczyć, mieć dwuznaczne intencje względem innych. Rezygnując z odtwarzania dawnych krzywd, emocji, przestajemy blokować naturalny przepływ energii, jaki płynie między nami wszystkimi. To pozwala nam zobaczyć dawnego karmicznego wroga, nieprzyjaciela, osobę odpychającą w nowym świetle. Praca nad sobą ma drugie głębsze dno: Gdy puszczamy, rezygnujemy, zwracamy wolność, rozwiązujemy węzły na sznurze karmicznym, druga istota bezpośrednio zaangażowana w wytworzenie węzłów przestaje gromadzić energie do ataku, zaczyna widzieć nas w nowy sposób, przestaje się żalić, wypominać. Dzieje się tak, ponieważ zaczyna brakować punktu zaczepnego, energii, która przyciągała nas do takich ludzi czy okoliczności.

Sznur karmiczny może posiadać trzy do czterech węzłów. Dlaczego tak mało? Ponieważ nawet jeśli wcielaliśmy się tysiąc razy obok siebie, i wyrządziliśmy sobie tysiąc krzywd, mają one charakter powtarzania i kreowania teraźniejszości według zgrubień na sznurze. Dlatego współpracując z duszą rozwiązujemy węzły jeden po drugim, pozwalając energii swobodnie krążyć – na razie tylko z własnej strony.

Wycofywanie energii z własnych ciał
Trzeci etap „aktywnej pracy z duszą” polega na wycofaniu własnych energii z dawnych wcieleń, miejsc, projektów, które pozostawiliśmy gdzieś tam/u kogoś tam; oczyszczeniu energii i scaleniu ze sobą. Etap wycofywania energii i zwracania wolności podnosi naszą świadomość – jak i samą masę (wielkość) duszy.

Pomocny zwrot:  „Ja ... i moja dusza zwracam sobie wolność od… na wszystkich poziomach. Wycofuję wszystkie własne energie jakie dałem/oddałem na rzecz…, proszę energie miłości o oczyszczenie moich energii i scalenie ze sobą. Wycofuje ze swojego ciała wszystkie energie, namaszczenia jakie dostałem i zwracam je właścicielom. Ja zwracam sobie od ciebie wolność, a tobie zwracam wolność od siebie”.

Dlaczego zwracamy komuś wolność od siebie? Zwracanie wolności nie oznacza jednocześnie odcinania od relacji międzyludzkich, czy tworzenia barier na poziomie dusz – nie oto chodzi. Wolność oznacza wycofanie energii, które wysyłamy pod postacią: presji, manipulacji, zależności, karmy czy zależności hierarchiczno – społecznej. Wolność – oprócz szeroko rozumianej przestrzeni – oznacza równość, akceptację, obopólne zrozumienie, czyli wszystko co wchodzi w skład energii miłości. Po drugie, nasze relacje z innymi mogą mieć charaktery negatywny – dodatkowo na Ziemi wiele związków opartych jest o mocny węzeł karmiczny. Po własnej zmianie – to jest transformacji – nie wymagamy tego samego od drugiej osoby (współmałżonka, dziecka, kogoś bliskiego), bo byłaby to zwykła presja. Jeśli zwróciliśmy komuś wolność od siebie – oprócz przysłowiowej ulgi na sercu – scalamy nasze energie, budząc w sobie akceptacje dla myśli, zachowania, działania drugiej istoty. Sami chcemy być wolni, dlatego wolność dajemy innym, kierując już nowo scalone energie na kogoś nastawionego pozytywnie karmicznie względem nas. Pozytywna karma pozwala duszom (nam samym) wymieniać się energiami dużo szerszej, bez presji, przy pełnym zrozumieniu – jest to zupełnie inny poziom kontaktu – niż często mamy go w pracy, domu, rodzinie czy bliskim otoczeniu. Nie dostrzegamy pozytywnych karmicznie ludzi, potencjalnych partnerów, współpracowników, pracowników dlatego, że tak życzy sobie Rada Wcieleniowa! Nie, nie widzimy ponieważ skupiamy się na przeszłych krzywdach, próbujemy siłowo coś wyrwać, dostać, w niewłaściwy sposób zadośćuczynić czy za wszelką cenę zmienić (artykuł „Karma w związkach” Rozalia Garlicka).

Na tym etapie zmian osobistych aktywują się strażnicy, którzy:
a) przeszkadzają, rozpraszają, przekierowują na poboczne tematy;
b) przypominają o dawnych zależnościach, zobowiązaniach;
c) mówią jak to jest fajnie, nie zmieniaj się, trzymaj się dawno wyznaczonej drogi;
d) atakują, wyciągają energie, próbują zastraszyć.
Strażnikiem może być każdy: rodzice, nauczyciele, przyjaciel, przyjaciółka, brat, siostra, pies, sąsiad czy szef w pracy. Aby zwolnić strażnika należy dowiedzieć się: Dlaczego nas pilnuje? Jaka relacja łączy nas ze strażnikiem? Następnie zwalniamy się z dawnego ślubu/paktu wycofując z niego energie zwracając przy tym wolność strażnikowi od siebie, i sobie od niego.

Pomocny zwrot: „Ja… i moja dusza zwracam sobie wolność od ciebie… na wszystkich poziomach. Zwalniam cię… z funkcji strażnika, osoby przypominającej mi o… Wycofuje wszystkie energie jakie włożyłem/włożyłam w namaszczenie i ustanowienie cię strażnikiem, proszę miłość o ich oczyszczenie i scalenie ze mną. Ty jesteś wolny ode mnie, ja jestem wolny od ciebie, idź w pokoju”.


Pierwsze podsumowanie
Podczas aktywnej pracy z duszą szukamy (osobowość i dusza) pierwszej przyczyny wystąpienia: emocji, bólu ponieważ skutek przeważnie czujemy pod postacią: strachu, lęku czy bólu, choroby, niemożności zrobienia czegoś. Często źle oceniamy siebie, szukamy inspiracji z zewnątrz, a ogromne pokłady wiedzy i doświadczenia wibrują w nas samych.

Jesteśmy odcięci od własnego potencjału i świadomości dzięki blokadom, strażnikom, kodom włożonym w czakram, czy dawnej inicjacji, a może łańcucha przymocowanego do nadgarstka, szyi czy nóg. Takie energie blokad – zastoju – spowalniają nas, mają przypominać o dawnych zależnościach, programach, trzymać w jednym miejscu, czasem u boku sadysty czy rodzić i pielęgnować ból, chorobę, cierpienie. Jednak wszystko co nas otacza jest energią o pewnej wibracji, to jakiej energii używamy zależy od nawyku jaki wypracowaliśmy w poprzednich wcieleniach. Kiedyś dawny ślub, inicjacja, pogląd, przekonanie, zasada pomagały, pozwalały wzrastać osobowości i duszy – dziś mogą spowalniać, ograniczać, rodzić irytację czy doprowadzać do negatywnych związków, choroby czy kalectwa. Głównym tematem metody „aktywnej pracy z duszą” jest zamiana nieświadomego w świadome, scalanie, podnoszenie własnych wibracji, wybaczanie, puszczanie zależności i hierarchii, odblokowywanie własnego potencjału, nauka otwierania czakr/ciał subtelnych na energie wyższe, transformacja energii białych i ciemnych na rzecz transparentnych.

c.d.n.
03-08-2010r
01-07-2011r

---

http://NikodemMarszalek.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 15 lipca 2011

Czy etyka jest filtrem naszych pragnień?

Autorem artykułu jest Krzysztof Dmowski



Wiele różnych nauk z całego świata ukazuje, że człowiek jest w stanie osiągnąć wszystko, o czym tylko pomyśli. Nasz umysł może zapewnić każdemu z nas dobrobyt, lub biedę i sami dokonujemy wyboru poprzez nasze myśli. Bieda i bogactwo to oczywiście nic innego niż stan umysłu.

 

Według Immanuela Kanta „Świat nie ma początku w czasie i granic w przestrzeni”. Inaczej mówiąc nic nie ma początku i końca, wszystko jest było i będzie. Każdy z nas ma w sobie pragnienie posiadania, bo przecież urodziliśmy się po to, żeby być szczęśliwymi. Czasem jednak coś nazywane losowym zdarzeniem zmienia dobre nastawienie, a nawet przynosi ból, czy rozpacz. Zazwyczaj jest to efekt działania nieżyczliwego człowieka, który dla osiągnięcia własnego celu idzie po trupach, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Można by tu użyć nauki Arystotelesa: „Każde działanie ma na celu dobro, więc każde działanie jest dobre”. Ale w tym działaniu brakuje etyki, która jest filtrem naszych pragnień, co udowodnił właśnie Immanuel Kant w swoich teoriach. 

Być może nikt nie planuje wywołania gniewu u innych, lub nienawiści, bo one przychodzą same jako efekt naszych działań. Nie wszystko czego ja pragnę musi być dobre dla innych. Może właśnie tu jest odpowiedź na pytanie: dlaczego pewne rzeczy przychodzą łatwo, a inne nie? Świat żyje własnymi prawami i jest zupełnie bez znaczenia, czy ja jestem, czy mnie nie ma. Mogę po sobie pozostawić jakiś ślad, albo zostać zupełnie zapomniany. A im więcej zrobię dla ludzi tym większa pozytywna energia będzie wokół mnie krążyć.

Coraz częściej możemy wokół siebie zauważyć, że ci, którzy pomagają innym w potrzebie, odmieniają swoją sytuację i zaczyna im się powodzić coraz lepiej, zaś ci, którzy myślą wyłącznie o sobie, lub szkodzeniu innym stoją w miejscu, a w ich życiu nic nie zmienia się na lepsze. I na ten temat można snuć wiele teorii, a jednak pewnych rzeczy nie można zmienić, ani żadnym działaniem, ani nie robieniem nic.

Często też możemy zauważyć, że ludzie, którzy dorobili się wielkich pieniędzy i nazywani są sknerami, żyją w samotności, choć szanowani są tylko ze względu na pozycje społeczną. I tu można zrozumieć naukę Josepha Murphy zawartą w książce „Moc przyciągania pieniądza” o płaceniu dziesięciny, gdzie bezinteresowne pomaganie innym jest właśnie oddawaniem dziesiątej części swoich dochodów.

Często właśnie umysł sprzeciwia się osiągnięciu przez nas obranego celu, bo w naszym postępowaniu znaczącą rolę odgrywa sumienie. Ludzie, którzy noszą miano wrednych i dla satysfakcji krzywdzą innych, rzadko odnoszą sukcesy w życiu osobistym, bo nie ważne jest to, co ja myślę o sobie, ale co o mnie myślą inni. W jakiś nieokreślony sposób tak właśnie się dzieje i może jest to uwarunkowane życzliwym nastawieniem do mnie jak największej liczby ludzi?

Podobnie jest, gdy występuje paradoks: złodziej idzie kraść i przed wykonaniem czynu wykonuje znak krzyża. Jakby wyrażał pragnienie, żeby Bóg był po jego stronie, gdy zamierza złamać przykazanie. I właśnie tu można dostrzec konflikt etyki z pragnieniami. Nasze sumienie etycznie podchodząc do zachowania zawsze spowoduje to, co już opisał Joseph Murphy w „Potędze Podświadomości”, że przestępca mający poczucie winy w chwili dokonywania czynu, pozostawi ślad, który do niego doprowadzi.

Można zatem zakładać, że tylko tym się naprawdę dobrze powodzi i są szczęśliwi, gdy wspierają innych i nie myślą wyłącznie o sobie. Według prawa Newtona „każdej akcji towarzyszy reakcja” i ta sentencja po raz kolejny potwierdza istnienie filtra naszych zachowań, bo jeżeli ktoś postępuje uczciwie wobec innych, wówczas nikt nie ma powodu, żeby do niego się przyczepić. Czyli etyka potwierdza się po raz kolejny.

---

http://www.kdpowiesci.republika.pl/


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 12 lipca 2011

Fazy odkrywania świata rzeczywistego

Autorem artykułu jest Danuta Wachowska



Żyjemy w świecie odzielającym wszystko i wszystkich od siebie, w którym nadaliśmy swoje nazwy i imiona. To sen naszej uśpionej przez ego świadomości. Koszmary senne budzą ze snu i przerażają swym wymiarem. Dlatego ważna jest wiedza jak ze snu przejść do rzeczywistości.

Postrzeganie tego świata przez oczy ciała, tworzą iluzję rzeczywistości. Świat prawdziwy jest poza zasłoną iluzji, poza murami przysłaniającymi prawdę. Iluzja, to oddzielenie wszystkich i wszystkiego od Źródła stwarzania. Rzeczy zdają się istnieć samodzielnie. Mają swoje nazwy i właścicieli. Postrzeganie iluzji oparte jest na osądach, gdyż nie widać ukrytej poza iluzją prawdy.

Jak zburzyć mur oddzielający świat iluzji od świata rzeczywistego?

Każdy z nas jest zmuszany burzyć po kawałku tę zaporę przed prawdą. W zależności od pracowitości  i odwagi danego człowieka, czas burzenia jest dla każdego inny. Lenistwo duchowe opóźnia poznanie prawdy. Tworzy zastój i skarłowacenie leniwego umysłu.

Poznajmy fazy rozpoznawania iluzji:

1. Początek jest już w przedszkolu, gdzie sztuczne zabawki dają maluchom poczucie prawdy i wytwarzają wiarę w rzeczy martwe. Dziecko powinno być wychowywane w naturze i od niej uczyć się świata prawdziwego. Wiara w Mikołaja przynoszącego prezenty, jest tak oczywista dla maluchów, że zburzenie jej jest dla nich szokiem. Dziecko odkrywa, że najbliżsi im rodzice i nauczyciele wprowadzali ich w błąd i okłamywali. To pierwsze zetknięcie ze światem kłamstwa. Ta „niewinna” zabawa w Mikołaja jest początkiem burzenia zaporowego muru oczami dziecka.

2. Kiedyś wmawiano dzieciom, że ich przyniósł na ten świat bocian. Dziś to kłamstwo jest już przeżytkiem, gdyż telewizja i przepływ informacji nie pozwalają na ukrywanie rodzicielstwa.

3. Szkoła podstawowa i średnia jest pod znakiem tworzenia w dzieciach odpowiednich autorytetów i przekonań. Nauczyciel powoli przestaje być wiarygodny, gdyż młodzież zna inne prawdy z internetu, telewizji czy z książek. Burzą się mury fałszywych przekonań, tworzących ego osobowość a stopniowo zanika współzawodnictwo podtrzymujące ego programy.

4. Okres studiów jest etapem wprowadzania studenta do systemu nauki własnej i pracy magisterskiej oraz naukowej. Dorosłość zobowiązuje do podjęcia decyzji w sprawie własnego życia i postrzegania świata. Większość studentów kończy w tym miejscu swoją edukację i pozostaje skarłowaciałym umysłem do śmierci. Są to zaciekli intelektualiści, wierzący w swoje racje, którzy opierają świat iluzji na częściowym poznaniu, poprzez wycinek zdobytej wiedzy o sobie i świecie.

5. Życie dorosłego człowieka nie powinno być zmarnowane na codziennych prozaicznych czynnościach jak praca, wychowywanie dzieci i wnuków. To stracone dla siebie życie i zatrzymanie w rozwoju. Niektórzy z dorosłych ciężko pracują przez cały tydzień aby w weekend odpoczywać w gronie dobrych znajomych i zabijać cenny czas ego przyjemnościami. Mur iluzji zdaje się powiększać a człowiek usypiając na resztę życia, szuka wypełnienia w tanich rozrywkach i dobrach materialnych. Żyje we własnym śnie, dobrze się przy tym bawiąc. Dla nich życiem duchowym jest religia przodków, której nie zgłębiają na własny użytek.

6. Dla pracowitych ludzi otwiera się droga do prawdy oczywistej. Zaczynają poznawać świat i swoją osobowość. Zgłębiają tajemne nauki. Szukają prawdy dla siebie. Burzą przy tym mur iluzji, który zbudowali ich przodkowie, przekazując im religijne, skostniałe i ograniczające swobodę myśli przekonania.

7. Własne studia nad poszukiwaniem Boga i Prawdy. Pęka mur niewiedzy z wielkim hukiem a człowiek wyburzając coraz nowe otwory, zagląda do świata rzeczywistego. Najpierw przychodzą wewnętrzne wizje, które oczarowują człowieka. Świat energii jest bardzo piękny i można się nim zachwycić i pozostać. To pułapka. Wiele osób zatrzymuje się na tym etapie, myśląc, że osiągnęli wszystko. Zaczynają tylko postrzegać świat zewnętrzny  i wewnętrzny. To początek a nie koniec drogi.

8. Gdy pojawia się wizja, człowiek jest świadomy świata iluzji w którym żył do tej pory. Widzi już dwa światy a nie jeden. To bardzo ważny etap, gdyż człowiek dostaje zamętu. Rośnie bardzo szybko ego, bo jest lepszy od innych, którzy tego nie widzą. Ego to pycha! Odpowiedzią na pychę jest wstyd i poniżenie. Ktoś z najbliższych zaczyna taką „świętą” osobę poniżać aby zechciała spojrzeć na innych i zobaczyć w nich siebie i swoje przeszłe wcielenia, których etapy opisane są wyżej. Pycha musi zostać pokonana i zastąpiona pokorą czyli zdrowym postrzeganiem rzeczywistości. Człowiek, który zatrzymuje się na  etapie wizji i nie chce spojrzeć na swoją przeszłość aby dokonać jej uzdrowienia, bardzo cierpi. To faza Sądu Ostatecznego nad przeszłością ego zabawy na tym świecie. Wyjściem jest wiedza, która daje rozpoznanie przyczyny cierpienia i jej uzdrowienie.

9. Człowiek inteligentny, posługujący się odkrywaniem świata i siebie poprzez miłość i współczucie, które łączy wszystkich ludzi z Bogiem, ma szansę kompletnego zburzenia murów iluzji. Musi jednak porzucić wszystkie przekonania po rodzie na których opierał swoje przeszłe życie  i przenieść je do światła. Musi zostawić wszelką wiedzę naukową i tę ezoteryczną, którą zdobywał  przez szereg lat.  Nie może też być przywiązany do żadnych rzeczy materialnych, choć je ma pod dostatkiem a nie w nadmiarze. Inteligencja Źródła jest już przewodnikiem i jedynym nauczycielem prowadzącym w świat rzeczywisty. Znikają wówczas wszystkie prawdy religijne, które dzieliły ludzi i odłączały od Źródła. Powstaje tu i teraz wiedza spływająca od Źródła Boskiej Miłości. Znika wszelka praca nad sobą oraz rozwój duchowy a pozostaje cisza wypełniona radością bycia w rzeczywistości. O nic nie potrzeba się starać, gdyż wszystko  przychodzi w bardzo łatwy sposób.

To prawdziwe życie, które każdy z nas osiągnie po przejściu wielu etapów swojej drogi. Nikt nie zostawia jednego etapu, gdy nie zna następnego, gdyż boi się pustki. Dlatego wiedza ta może być pomocna dla poszukujących prawdy.
Fazy rozpoznawania łączą się jak fale  w jedno morze aby połączyć swe wody z oceanem.  Tak my ludzie jako pojedyncze, nietrwałe fale, będziemy połączeni ze Źródłem wszelkiego życia, gdy dopełnią się fazy rozpoznawania prawdy. Znikną wszelkie podziały poprzez nazwy i imiona rozdzielające ludzi od siebie i Źródła. Na to miejsce wniknie jedno imię Boga. Po iluzorycznym świecie nie zostanie nawet wspomnienie, gdyż świat rzeczywisty przykrywa swym istnieniem w błogości wszystkie zmagania świata formy.


 

---

Danuta Wachowska www.danuta.stronawww.eu


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Szacunek

Autorem artykułu jest Danuta Wachowska



Szacunek jest przejawieniem miłości Stwórcy poprzez stworzenia. Szacunek do siebie i innych ludzi jest jedynym przykazaniem Boga do człowieka. Nie ma innych prawdziwych przykazań. To zastępuje wszystkie inne.

To piękne słowo a jakże mało rozumiane. Szacunek do siebie i uszanowanie woli  innych  ludzi  oraz stworzeń, jest przejawianiem energii Źródła. Szanować siebie to znaczy dbać o żywą świątynię Boga w nas. Nie należy ją bezcześcić poprzez atakowanie ciała swojego lub innych ludzi.

Atak może być mentalny lub fizyczny, polegający na znęcaniu się nad ciałem, poprzez autoagresję i niszczenie samego siebie uzależnieniami i różnymi truciznami, które sami sobie zadajemy. Często robimy to nieświadomie, nie zdając sobie sprawy z tego, co czynimy.

Świątynia, jaką jest ludzkie ciało wymaga szacunku, bardziej niż każda inna martwa świątynia z cegieł i kamienia.

Istoty kosmiczne zwane bogami, sprowokowały ludzkość aby budować  im świątynie i czcić w nich małego boga, który jest w obrazach i figurach z kamienia. Tym bożkom zrobionym ludzką ręką oddajemy hołdy i cześć, natomiast nie postrzegamy świątyni żywego Boga.

Człowiek uśpiony nie rozumie, że to fałszywa rzeczywistość. Żaden obraz czy figura nie może być Bogiem. Człowiek w ten sposób stwarza sobie swojego boga ( bożka) do którego się modli i którego szanuje. Natomiast odwraca się od prawdziwego Źródła Mocy, które jest w każdym człowieku.

Ten sposób postrzegania sprawił, że ludzkie ego atakuje bez zastanowienia drugiego człowieka. Nie rozumie, że tak naprawdę atakuje samego Stwórcę od którego wszystko pochodzi. Żywa świątynia Boga jest w każdym człowieku. Pali się w niej wieczny ogień z którego wypływa troisty płomień w kolorze: niebieskim, żółtym i różowym.

Pokazane jest to na obrazie Jezusa Miłosiernego według wizji siostry Faustyny. Te promienie wychodzą z ciała Jezusa, z Jego serca a nie pochodzą z zewnątrz z chmur. Połączenie z Bogiem jest poprzez nasze wnętrze, poprzez komnatę serca.

Szacunek do siebie i innych istot jest odkryciem Boga prawdziwego tam, gdzie On naprawdę się znajduje. Jeśli człowiek uzna tę prawdę za oczywistą, to nie będzie atakował siebie ani innych, gdyż każdy atak jest skierowany przeciwko Bogu.

Jak będzie wyglądał świat, gdy ludzkość uzna tę prawdę o sobie i Bogu w nas?

Będzie z pewnością niebo na ziemi, którego pragniemy i oczekujemy. Nikt nikogo nie będzie osądzał ani atakował, gdyż będzie świadomy, że każdemu stworzeniu należy się szacunek, jak sobie samemu. To jest pierwsze i jedyne przykazanie, które pochodzi od Źródła życia: „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Wszystkie inne przykazania pochodzą od fałszywych bogów i ograniczają ludzkość nakazami oraz przekonaniami rodowymi.

Miłość na poziomie materialnym przejawia się jako szacunek. Dlatego szacunek jest emanacją energii Źródła. Szacunek jest wolnością i byciem w milczeniu, bez osądzania i atakowania. Jest pozwoleniem na doświadczenie życia takim jakie jest w „tu i teraz”, zarówno dla siebie jak i dla innych.

Aby wyjść z osądzania, można powiedzieć takie słowa do swojego rozmówcy: „Bardzo szanuję twoje przekonania”, zamiast go atakować.
Jeśli zaś przechodzimy obok innych ludzi czy swoich wrogów, możemy mentalnie w ciszy powiedzieć do nich: „Błogosławię Boga, który jest w tobie”. Spokój, który się rozprzestrzeni będzie uzdrawiał zarówno nas jak i innych ludzi.

Szacunek, to podstawowa najwyższa wartość człowieka, który rozpoznał siebie i Boga. Szacunek, to miłość płynąca od Źródła i rozprzestrzeniająca się na wszystkie stworzenia, poprzez rozumnego i  życzliwego człowieka.

 


 

---

Danuta Wachowska www.danuta.stronawww.eu


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wiara czyni cuda - stanie się to, w co uwierzy umysł

Autorem artykułu jest Krzysztof Dmowski



Czy wśród was jest ktoś kto nie potrafi jeździć rowerem? Nikt jednak nie urodził się z tą umiejętnością. Jazdy rowerem trzeba było się nauczyć, czyli przekonać swój umysł o tym, że ja to potrafię!

 

Zawsze stanie się to, w co uwierzy umysł. Czy zatem ucząc się czegoś, nie uczymy się wierzyć, że potrafimy coś zrobić? Umysł zawsze wygra nad materią. Nie trzeba tu nawiązywać do wielkiego prawa przyciągania, że dostajemy to, w co wierzymy, bez względu na to, czy tego chcemy czy nie, aby zauważyć rezultat.

Małe dziecko widzi jak chodzą dorośli, ogólnie chce naśladować ich we wszystkim, próbuje mówić, chodzić, ale jeszcze nie potrafi. Dorastając chodzimy do szkoły, uczymy się nowych rzeczy. Podświadomość pamięta każde przeczytane zdanie, każdy wzór matematyczny, a jednak mówi się, że ktoś jest zdolny, a komuś nauka nie wychodzi. Przecież umysł obu tych osób pamięta przerobiony materiał.

W książce Marka Koszura „Kapitan Kapitanów”, w której autor przedstawia życiorys Konstantego Maciejewicza, główny bohater nauczył swojego syna pływać wyrzucając go za burtę:

„Przecież ty nie umiesz pływać - krzyknął wtedy ojciec. Jak na komendę podbiegli do mnie uczniowie, obwiązali mnie liną, a ojciec, własnoręcznie, wyrzucił mnie za burtę! Sam uchwycił koniec liny i wykrzykiwał jakieś polecenia. Kiedy jednak się wynurzyłem i ledwie zaczerpnąłem powietrza, ojciec popuścił linę, a ja zanurzałem się pod wodę. Co krzyczał, jakie wydawał mi polecenia - nie wiem. Nie mogłem ich słyszeć. Rozpaczliwie wymachiwałem rękoma, starałem się utrzymać na powierzchni i chyba udało mi się to w końcu, bo od tamtej pory, po prostu, umiem pływać!”

Inny przykład możemy dostrzec w naturze. Samica orła wyrzuca z gniazda swoje potomstwo, aby samo nauczyło się latać.

Podobne przypadki można wspominać w nieskończoność, a wszystko i tak sprowadza do jednego: umysł musi uwierzyć w to, co chcemy osiągnąć. „Nie potrafię”, „nie umiem”, „nie dam rady”, „ja sobie nie poradzę” — oto przeciwności, które przeszkadzają nam w osiąganiu celu, bez względu na wielkość pragnienia.

Wracając do przykładu z jazdą rowerem, możemy zauważyć, że jako dzieci uczymy się jeździć z bocznymi kółkami, żeby utrzymać równowagę, lub dla utrzymania równowagi ktoś dorosły trzyma drążek zamocowany do roweru i nas prowadzi. Opiekun w pewnym momencie puszcza drążek, a my przekonani o tym, że nadal jesteśmy bezpieczni, potrafimy utrzymać równowagę, gdy odwracamy głowę i z przerażeniem stwierdzamy, że potrafimy samodzielnie jechać rowerem…

Celem mojego życia jest… Bez względu jaki jest cel twojego życia, jakie masz marzenia, czy pragnienia, nie osiągniesz ich do czasu, aż nie uwierzysz, że to masz. „Kiedyś będę miał” — kolejne błędne stwierdzenie — kiedyś, znaczy: nigdy!

Dlaczego jest tak, że mamy problemy z wiarą? Dlatego, że posiadamy zakorzenione stare wzorce — wewnętrznego krytyka, który blokuje osiąganie przez nas obranych celów. Posiadamy lęki i obawy, których nawet nie jesteśmy świadomi. Często w takich przypadkach pomaga (wbrew opinii wielu lekarzy) regresja hipnotyczna, gdy człowiek odblokowuje głębsze zakamarki umysłu.

Nie ma gotowej formuły na osiągnięcie celu dla każdego, bo każdy z nas jest indywidualny. Mieć może każdy z nas. I tu podkreślam słowo: „może”. On ma i ja muszę mieć — bzdura! Tak wiele osób potrafi prowadzić samochód, jednak nikt nie nauczył się tego nigdy nie siedząc za kierownicą — teoria i praktyka to dwie różne sprawy. Efekt przynosi jedynie wiara we własne możliwości, a nauką do tego jest podejmowanie kolejnych prób.

Podsumowując możemy jedynie uznać, że ucząc się czegoś, uczymy się jedynie wierzyć we własne umiejętności. Należy jeszcze pamiętać o istotnym szczególe pomiędzy chcieć, a zrobić — bo to jest kolosalna różnica. Można czegoś chcieć i wcale tego nie osiągnąć, a każda droga do celu zaczyna się od pierwszego kroku, a wiara czyni cuda!

 

---

http://www.kd.info.pl/


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Rozwój kulturalny i duchowy człowieka

Autorem artykułu jest Regina Plona



   Żaden interes polityczny czy ekonomiczny nie jest wart tego, by poświęcić dla niego kulturę i tracić stopniowo suwerenność. Błogosławiony Jan Paweł II - człowiek kultury, dobrze i precyzyjnie nakreślił związki pomiedzy wiara i kulturą oraz ich wzajemną wobec siebie misję.

   By człowiek miał szanse stawać się w pełni człowiekiem i podążać w swych wysiłkach trudną drogę do doskonałości, w stronę Boga. Karol Wojtyła,wychowany i mocno osadzony w kulturze swojego Narodu, w licznych rozważaniach o sensie i istocie kultury na różne sposoby transponuje słowa Norwida:" Bo piękno po to jest, by zachwicało do pracy,/ Praca, by się zmartwychwstało". Sięga do wszystkich dziedzin i aspektów sztuki, szczególnie tej polskiej, która uformowała Jego myśli, język, wiarę. 

Jedno z pierwszych wystąpień już Papieża Jana Pawła II, które odbiło się szerokim echem na całym świecie i do dziś jest pamiętane i cytowane, dotyczyło właśnie kultury, jej fendamentów i konsekwencji - wygłoszone w UNESCO w 1980 roku. Słynna wypowiedz zawierała co najmniej kilka fundamentalnych wątków sprowadzających się jednak za każdym razem do uczłowieczenia osoby uwikłanej w rozmaite zagrożenia współczesności, jak i w interpretacje historyczne; człowieka, który wbrew naturze, zwodzony, pozbywa się swojego człowieczeństwa.Odwołując się do słów św.Tomasza z Akwinu:" Genus humanum arte et ratione vivit ", Jan Paweł II tłumaczy, że kultura, i poprzez kulturę, odróżnia się " od całej reszty istnień wchodzących w skład widzialnego światła ". Człowiek zawsze bytuje na sposób jakiejś sobie właściwej kultury, przez nią stwarza więż. Kultura zawsze rodzi i buduje jedność, z której rozrasta się wielość. Tu dochodzimy do najistotniejszego rozróżnienia pomiędzy tym, czym człowiek jest, a tym, co posiada, pomiędzy "być" a " posiadać". 

Kultura pozostaje zawsze w istotnym i koniecznym związku z tym czym (raczej;kim) człowiek "jest", natomiast związek jej z tym co człowiek "ma" ( posiada ), jest nie tylko wtórny, ale całkowicie względny. Wszystko, co człowiek "nie' (posiada), o tyle jest ważne dla kultury, o ile jest kulturotwórcze, o ile człowiek poprzez to, co posiada, może równocześniepełniej "być" jako człowiek, pełniej stawać się człowiekiem we wszystkich właściwych dla człowieczeństwa wymiarach swego bytowania.

Najważniejsze w byciu człowieka w kulturze są jego ludzkie więzi, a dopiero póżniej wytwory, zaś jedynie sam człowiek jest twórcą, sprawcą kultury, w której się wyraża i potwierdza. To kultura integruje człowieka w całość duchowo-materialną, łączy w nim sprawstwo i podmiotowość. Dzieła kultury materialnej są zawsze w jakimś stopniu uduchowienie, tak jak dzieła kultury duchowej są zmaterializowane. Dlatego w kulturze właśnie należy szukać  " całego zintegrowanego człowieka w całej prawdzie jego duchowo-cielesnej podmiotowości". Aby więc tworzyć kulturę, jak nauczał JAN PAWEŁ II Papież, trzeba widzieć człowieka do końca i integralnie, jako samoistną wartość, podmiot związany z osobową transcendencją, trzeba go afirmować ze względu na niego samego, miłować ze względu na szczególną godność.

---

http://jakdlugopolsko.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kontakt z własną duszą

Autorem artykułu jest Nikodem Marszałek


W światku ezoteryczno – terapeutycznym ludzie odkrywają własne poprzednie wcielenia, odtwarzają traumy, opowiadają o rzeczach z pogranicza życia i śmierci. Jednak zawsze – lub przeważnie – opisują siebie z przeszłości z punktu widzenia „ja”, „ego” – co nie jest błędne – ale prowadzi do pominięcia własnej duszy, która dała tchnienie i nadała poprzedniemu życiu – jak i obecnemu – konkretne cechy. Ja to dusza, dusza to ja, ale jako osobowość jestem świadomością w ciele fizycznym, a dusza świadomością w ciele przyczynowym (artykuł „Gęstości i ciała subtelne”).
No więc jeśli jest dusza posiada świadomość to pojawia się pytanie: W jaki sposób nawiązać trwałe świadome relacje? A do czego przydaję się aktywny kontakt? Ponieważ dusza, jeśli chce, popcha człowieka tam, gdzie chce – osobowość nawet nie będzie wiedziała, dlaczego, po co, na co. Dusza spełnia nadrzędną rolę w działaniu woli człowieka, i nie wszystkie myśli, emocje, programy, nawyki utrwalone i doświadczone u duszy sprawdzają się, przynoszą rezultaty w życiu codziennym osobowości.


W 2007 roku zacząłem poszukiwać metody, która umożliwi mi – podobnie jak teozofom – kontakt z własną duszą. Jak duże było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że technika/metoda rozmowy z duszą nie istnieje, a wszelkie opisy, afirmację, dekrety, mantry służą autorom w celu uwiązania naszej duszy. Kilka miesięcy później – po zwróceniu sobie wolności od wszelkich nauczycieli i guru  – przekonałem się, że osobowość ma naturalne połączenie z własną duszą, przez kanał miłości (szuszuma). O tym jednak nie pisze żadna współczesna książka ani artykuł (na rok 2009). Okazało się, że dusza wiele razy mówi coś do nas, pokazuje, myśli, podsyła obrazy, przedstawia – nawet nasza Wyższa Jaźń inspiruje, jednak jesteśmy zbyt często zajęci własnymi sprawami, myślami, emocjami i całym otaczającym hałasem dnia codziennego.

Wszelkie próby nauczenia się kontaktu z duszą tworzą skutek odwrotny od zamierzonego. Odrzucamy już na samym początku wyobrażenia dotyczące "słupa światła” wychodzącego z głowy, przywoływania „mistrzów” albo raczej „miszczów” – co to są za oświeceni, żeby żyć na Ziemi. Takich rzeczy nie robimy, bo są zwykłymi obciążeniami, które podczas „aktywnej pracy z duszą” – metoda opracowana przeze mnie i Rozalią Garlicką – po prostu odpuszczamy i transformujemy. Zacznijmy jednak od początku.

Połączenie
Dusza i osobowość połączona jest kanałem miłości, który to kanał wychodzi z czakramu korony i łączy nas z duszą – choć tak naprawdę dusza otacza nas (ciała subtelne duszy i Wyższej Jaźni wypełniają nas – coś na zasadzie rosyjskich lalek matrioszek). Jednak kanał miłości może być zablokowany, zatkany, mogą być na nim supły, węzły, podczepienia, bo kiedyś – jako wybrany mesjasz, prorok – udostępnialiśmy swoją głowę, czakram korony i gardła obcym wpływom – przeważnie w celu głoszenia „jedynej słusznej prawdy”, „nawracania niewiernych”. Te obciążenia przeszkadzają nam w nawiązaniu relacji osobowość -> dusza, jednak wszystko, co nas otacza jest zbudowane z energii: energia węzła, dawnego obciążenia, podczepienia, łańcucha czy kodu może zostać przetransformowana, czyli zamieniona w wolność i zrozumienie. W tym celu używamy do oczyszczeń energii z trzynastej gęstości, energii miłości. Wyjaśniam: Żadna energia typu Reiki, Duch Święty i inne wynalazki archoanielskie nie są energią miłości, to kreacje, zbiory energetyczne zależne od kogoś, czegoś tam. Energia miłości, to tak naprawdę my sami, my posiadamy ciało subtelne zbudowane z energii miłości – jednak dusze i osobowości nigdy nie używały tego rodzaju energii, ponieważ energia miłości nie daje frajdy, władania, mocy, nie jest na każde nasze skinienie (artykuł „O energii czystej miłości”).

Samo scalenie duszy oznacza otwarcie swoich energii na energie duszy. Człowiek dysponuje czteroma ciałami subtelnymi: ciało fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne. Dusza posiada również cztery ciała: ciało przyczynowe, buddyczne, atmaniczne, anupadaka. Otwarcie – to jest odblokowanie przepływu energii między jaźniami (jaźń to osobowość, dusza i Wyższa Jaźń) (artykuł „Scalenie duszy z osobowością”) zwiększa nasze odczucia, potencjał myślowy. Wcześniej to, co odczuwaliśmy na poziomie fizycznym – odczuwała dusza, ale niekoniecznie to, czego doświadczała dusza, odzwierciedlało się jako myśli/emocje w ciele fizycznym. Dla przykładu: Dusza doświadcza czegoś smutnego, po pewnym czasie (albo natychmiast) energia smutku (splot słoneczny) będzie wibrować u osobowości. Człowiek nie musi wiedzieć dlaczego i po co, nagle emocja dopadnie i będzie trzymać.

Pierwsze kroki

Aktywna praca z duszą – to taka praca, która łączy zrozumienie, myśli, analizy, poszukiwania wystąpienia pierwotnego problemu, z emocjami, uczuciami i energiami. Możemy zadać pytanie swojej duszy: Dlaczego czujesz się duszo smutna? Albo zmienić rodzaj pytania na wewnętrzny: Dlaczego ja czuję się smutny? – ale teraz pamiętajmy, że szukamy już nie tylko w swoich ciałach subtelnych, podświadomości – w sobie – ale też u naszej duszy.

Kontakt z duszą może ułatwić zwykła kartka papieru i ołówek. Usiądź wygodnie, wycisz własny umysł i powiedz sobie: „Duszo jesteś tam? Choć coś przepracujemy i puścimy”. Napisz co myślisz w formie pytania i zapisz to co odczuwasz. Jeśli nic nie wychodzi to znaczy, że za bardzo się starasz, napinasz. Ponownie spróbuj opisać swój problem, największe wzywanie przed którym stoisz i zadaj pytanie: „Czego się boję?”, „Dlaczego mam z tym problem?”. Pierwsza myśl po zadaniu pytania, to głos duszy – zapisz go, nie oceniaj, nie krytykuj. Rozmawiamy z duszą w swoich myślach, prowadzimy wewnętrzny dialog prawie przez całą dobę, ale mylimy głos duszy z podświadomością, a podświadomość to podświadomość, to nie dusza/jaźń.

 „Niektórzy łapią kontakt z duszą bez trudu, od ręki, inni są poblokowani i przychodzi to im znaczenie ciężej. W tym wypadku nie trzeba tłuc głową w ścianę, że czegoś się nie da, tylko gryźć temat z każdej innej strony np. poprzez właśnie wczuwanie się w energie, stany myślowe i emocjonalne, patrzenie co się z czego bierze. Też bardzo ważne – ograniczanie siebie, jak się wpada w jazdy.

Nie trzeba pytać się duszy, co mamy nieuzdrowione i  co wymaga naprawy. Nie trzeba oddzielać spraw duchowych od spraw codziennych. Duchowość powinna być naszą codziennością. Czyli to, co się dzieje w twoim życiu to jest temat do naprawy, oczyszczeni, wzmacniania, przerabiania. A więc wybierz jeden czy dwa najważniejsze dla siebie aktualne tematy i zacznij się w nie wgryzać. Jeśli chcesz, żeby ktoś coś zauważył z zewnątrz, to po prostu o tym pisz (forum), jeśli wolisz sam/sama to rób sam/sama.

Jak trudno jest się skomunikować z duszą, po prostu popychaj do przodu codzienne rzeczy. To, co ci na co dzień przeszkadza. Staraj się znaleźć jakiś problem, wyobracaj go na wszystkie strony (ale bez rozpamiętywania emocjonalnego), postaraj się jakiś problem zrozumieć o co chodzi, co z czego, wczuj się intuicją, albo snami w źródło problemu w innych życiach, albo decyzjach duszy i postaraj się to puścić. I tak krok po kroku, jednocześnie rozwijając w sobie czucie, odczuwanie tak na co dzień. Idziesz po ulicy - patrz na ludzi, zwierzęta, rośliny. Staraj się wyczuć energie - złe, dobre, wszystko jedno. Po prostu ucz się. Przechodzisz obok kogoś, poczujesz się źle fizycznie, od razu bach, przeanalizuj - aha, pole tego człowieka (aura) była taka i taka, negatywna, zahaczyła o moją aurę, załapałam trochę tego klimatu. Ktoś przeszedł i aż ci się uśmiech od ucha do ucha rozlał - znowu to samo. Ucz się na najprostszych rzeczach, a te trudniejsze z czasem zaczną się rozwijać. Nad czuciem i widzeniem tak samo trzeba pracować, jak i nad wszystkim innym. Na pewno skupianie się na tym, co nie wychodzi w niczym nie pomoże!”(1)

 

Zakończenie
Kontakt z duszą mamy zawsze i wszędzie – jedynie nasze własne wyobrażenie dotyczące tego jak ma wyglądać ten kontakt blokują nasze energie – nawet jasnowidzenie. Wziąć człowieka z zaskoczenia przez słowa: „Zobacz co masz wsadzonego w gardło”, „Wyciągnij szpikulec z pleców, koło łopatki” nagle budzi u osobowości zdziwienie jak i pełną świadomość blokady. Wszyscy urodziliśmy się jasnowidzami - ale przez wpływ wychowania możemy zmagać się z zablokowaniem, zapchaniem czakry, powstaniem filtrów mentalnych, które jednak rozpuszczają się gdy naprawdę jesteśmy otwarci jak dziecko, akceptujemy własną duszę, taką jaką jest; przede wszystkim tym kim jest - kim My jesteśmy.

Kontakt z duszą pozwala zmienić plan karmiczny, nawyki, przyszłe sytuację bezpośrednio z poziomu duszy – na którym dany plan/cel został ustalony. Dusza popycha nas w codziennym życiu do różnych ludzi, zadań, wydarzeń. Negatywne śluby, kody, przysięgi wibrują jako hamujące siły (artykuł "Aktywna praca/sesje z duszą"). Po przetransformowaniu, czyli zmianie energii blokady, kodu, ślubu, przekonania w zrozumienie na poziomie duszy, osobowość dostaje dodatkową energię, motywację ułatwiającą i przyśpieszającą zdobycie nowego doświadczenia, które znowu jeśli okażę się obciążające i hamujące będzie można przetransformować. Brak kontaktu z duszą i oczyszczanie – tak popularne obecnie – podświadomości i ciał subtelnych – głównie eterycznego nie przynosi długotrwałych rezultatów, bo zgodnie z własnym doświadczeniem – i tego co pozostawili teozofowie w swoich pracach: dusza jest przyczyną, a człowiek skutkiem; dusza planuje, osobowość realizuje. Nie wszystkie założenia: myśli, emocje, energie duszy mają charakter pozytywny, właściwy, przyjemny, ale możemy pomóc nam samym zmienić poszczególne zachowania – wpływając na własne codzienne życie. Czas, aby dusza wyszła zza kurtyny.

(1)   Rozalia Garlicka

 12-04-2009r
11-07-2011r

---

http://NikodemMarszalek.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 8 lipca 2011

Droga do przebudzenia

Autorem artykułu jest adam łukasik



Wielcy mistycy często nawoływali do tego by ponownie stać się dzieckiem. Droga do przebudzenia tak naprawdę nie wiąże się z niczym innym jak oduczaniem wszystkiego czego się nauczyło.

Wielcy mistycy często nawoływali do tego by ponownie stać się dzieckiem. Droga do przebudzenia tak naprawdę nie wiąże się z niczym innym, jak oduczaniem wszystkiego czego się nauczyło.
Świat, który nas otacza, doświadczamy przez programy, które w nas zainstalowało, społeczeństwo, przez schematy i filtry, którym pozwoliliśmy rozgościć się w naszym umyśle.
Małe dziecko doświadcza świata do momentu, w którym nie zaczniemy wpajać mu nazw rzeczy. Kiedy nauczymy go wyrazu pies, przestaje tak naprawdę go widzieć, tym jednym wyrazem nazwie małego pieska jak i większego, rasy takiej i takiej, koloru takiego i takiego... a każdy z nich jest inny.
Przestaje doświadczać psa, widzi psa, a umysł dokleja mu suchą etykietkę z wyrazem pies, nie zachwyca się nim tak, jak przy pierwszym kontakcie, bo umysł już go przypisał do odpowiedniej kategorii. Dorastając, poznajemy w ten sposób cały świat i naturalnie przestajemy się nim zachwycać, bo widzimy go przez pryzmat słów, których znaczenie znamy i na znaczeniu których się podświadomie skupiamy.
Jeżeli Twoim celem jest rozwój duchowy, praktykując medytacje, zaczynasz rodzić w swoim umyśle pustkę, opróżniasz umysł z wewnętrznych dialogów, dziwnych programów i chorych instalacji, by spojrzeć na świat tak jak patrzy dziecko, które nie ma jeszcze tego całego syfu w głowie. Przeczytaj poniższe bajki i zastanów się nad tym.

"- Kiedy zostanę oświecony?
- Kiedy zobaczysz - odpowiedział Mistrz.
- Kiedy zobaczę - co?
- Drzewa, kwiaty, księżyc i gwiazdy.
- Ależ widzę je codziennie.
- Nie. To, co widzisz - to jedynie papierowe drzewa, papierowe kwiaty, papierowy księżyc
i papierowe gwiazdy. Żyjesz bowiem nie w rzeczywistości, lecz w twych słowach i w myślach.
I, jakby tego było mało, po chwili dodał uprzejmie:
- Żyjesz papierowym życiem i umrzesz papierową śmiercią. "

"- Można wyróżnić trzy etapy w rozwoju życia duchowego - stwierdził Mistrz.
- Etap cielesny, duchowy i boski. - Na czym polega etap cielesny - pytali poruszeni uczniowie.
- Na tym etapie widzi się drzewa jako drzewa i góry jako góry.
- A etap duchowy?
- Na tym etapie człowiek widzi rzeczy głębiej, a więc drzewa nie są już drzewami,
a góry nie są już górami. A etap boski?
- Ach, to już jest Oświecenie, powiedział Mistrz, ironicznie uśmiechając się.
- Na tym etapie drzewa znów stają się drzewami, a góry górami. "

---

www.mendelejew.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Uważność

Autorem artykułu jest Monika Turemka



Uważność jest właściwością umysłu, która pozwala zauważać to, co się wydarza dokładnie w taki sposób, w jaki się to wydarza bez nadawania znaczeń, oceniania i tworzenia poglądów.

Jest to zdolność do obserwacji bez krytycyzmu bez osądzania czy potępiania, ale też bez wpadania w zachwyt. Uważność jest niczym czyste, idealne zwierciadło, które odbija rzeczywistość bez żadnych zniekształceń. Uważność pozwala widzieć wszystko jasno i wyraźnie, nic nam nie umyka nic nie jest zafałszowane, widzimy i przeżywamy prawdziwy świat i prawdziwego siebie.

images?q=tbn:ANd9GcQIzNwU2Fu686NYOHwgncEcLZcWHLkQV71fbAswNkfWt8KwFBY&t=1&usg=__nFqovJtZYtelKvrkmBQ7rRykwPo=

Dzięki tej zdolności możemy kontrolować swoje zachowanie i świadomie rozwijać moralność. Widzimy rzeczy, takie, jakie są, a iluzje ego przestają wpływać na naszą świadomość, umysł się oczyszcza i wreszcie zaczynamy zauważać tego, który wszystko przeżywa poza samymi przeżyciami. Zauważamy sam umysł - naszą prawdziwą naturę.
Trenować uważność możemy zawsze i wszędzie - w pracy, szkole, idąc, jadąc samochodem itd. Nie koliduje to z żadnymi czynnościami a co więcej wspomaga i zwiększa efektywność wszelkich działań.
Więcej zapamiętujemy z wykładów, nie tracimy nigdy czasu na poszukiwanie „złośliwych martwych przedmiotów”, nasza praca staje się dokładna i bezpieczna. To wszystko ułatwia życie tu i teraz, pokazuje że nauki buddyjskie służą nie tylko rozwojowi duchowemu, ale są praktyczne w codziennych zmaganiach z materią.
Oczywiście utrzymywanie uwagi zawsze i wszędzie jest bardzo trudne, dlatego następnym integralnym elementem drogi jest medytacja, która uspokaja i usuwa rozproszenie, dzięki czemu jesteśmy w stanie skoncentrować się na uważnym życiu.

Koncentracja uwagi na konkretnych czynach, zadaniach powoduje, że w 100% angażujemy się w to co robimy. Każda nasza praca jest wykonywana najefektywniej jak to możliwe. Pielęgnowanie uważności nieraz może uchronić nas przed wypadkiem, czy nawet uratować życie.

---

Siła Równowagi


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Moje myśli kreują moje życie

Autorem artykułu jest żuraw



 „Panie, za­chowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy te­mat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym, czynnym, lecz nienarzucającym się”.

 

Ten fragment modlitwy św. Tomasza z Akwinu znajduje się przy jego grobie w Tuluzie. Znajduję w łych słowach pokorę dla moich i innych ludzi słabości. Uświadamiają mi, że w tym świecie dane zostało mi cenne życie wraz z więzami, które łączą mnie z rodzicami, rodzeństwem, nauczycielami i uczniami, przyjaciółmi i znajomymi. Do spełnionego życia będzie mnie prowadzić szlifowanie samego siebie w takich właśnie związkach i doskonalenie samej siebie poprzez własne wysiłki. Nigdy więcej nie powtórzy się moje życie w takim samym wymiarze. Dlatego cenię sobie z całego serca związki z ludźmi, które zostały mi dane. Nie muszę wyrażać swoich opinii. Nie muszę błyszczeć. Nie muszę za wszelką cenę zaznaczać swojego istnienia. Po prostu jestem obecna. Ze szczerością i uwagą słucham innych, często wzruszając się ich opowieściami. Ludzie bowiem gromadzą się wokół tego, kto ich naprawdę słucha. Pamiętam, że to, co daję, zostanie mi zwrócone, a zemsta na wrogach uderzy we mnie. Nie jestem pochlebcą, nie kłaniam się innym w pas. Uczciwie i z dumą wyrażam siebie słowami, czynami i postawami. Nie odpowiadam arogancją na arogancję, sarkazmem na sarkazm, pogardą na pogardę. Bez względu na to, jak inni zachowują się wobec mnie, zawsze staram się odpowiadać miłością, ciepłem i życzliwym sercem. Nie lituję się nad chorymi, samotnymi, czy słabymi, Każdy z nich ma swoją dumę, a litość wywołuje przeciwną reakcję. Ludzie chorują i są nieszczęśliwi, ponieważ nie chcą otworzyć się na innych i trwają w zamknięciu. Tak, jak wszyscy, pragną wyzwolić swe serce. Aby to mogło nastąpić, ważne jest, żeby nie ranić ich dumy.

Inni to inni, ja to ja. Nie porównuję siebie z innymi. To daje rni wolność. Gdy inni mnie ranią, znieważają lub robią ze mnie głupca, nie obrażam się na nich. To się na nic nie zda. Za to staram się wyjaśnić, dlaczego mi to robią. Nie tłumaczę się. Przyznaję się z pokorą do  swoich błędów i przepraszam, gdy kogoś ranię. Nie przerzucam na innych odpowiedzialności za swoje czyny. Nie ranię samej siebie ani innych niepotrzebnie, wyolbrzymiając błędy, które ja, czy ktoś inny popełnił. Natomiast staram się w innych dostrzegać ich dobre cechy. Przebaczenie zawsze niesie ulgę. Uwalnia moje serce od nienawiści, prowadzi mnie ku wolności i pokojowi. Może się wydawać, że aktu przebaczenia dokonuję dla dobra innych, ale w rzeczywistości dokonuję go wyłącznie dla siebie: oznacza to wygnanie z serca antypatii, gniewu i wrogości.

Mam przyjaciół, przed którymi mogę z zaufaniem otworzyć serce i podzielić się swoim bólem tak, jak oni dzielą się ze mną swoim. Mam do nich zaufanie, które można mierzyć szczerością. Zaufania nie można zastąpić perfekcyjnością w pracy, bystrym intelektem ani głęboką wrażliwością. Zaufanie wzbudzają ci ludzie, którzy mają charakter i odnoszą się do innych z niezachwianą szczerością. Brak przyjaciół, samotność są stanem niespełnienia serca. Jeśli wnoszę coś w życie innych, nie odczuwam w sercu samotności. Kiedy rozumiem cudze serce, wtedy mogę poznać swoje prawdziwe Ja. Wiem, że moje myśli kreują moje życie: jak myślę, takim człowiekiem się staję, To moje własne nastawienie, mój sposób patrzenia na rzeczy sprawia, że coś się pogarsza albo wydaje się gorsze,  niż jest. Pamiętam, że rzeczy mają złe strony, gdy ja je tak spostrzegam. Zło nie istnieje. Wszystko z natury swojej jest dobre i ode mnie tylko zależy, co z tym zrobię,  i czy dobro nie zmieni się w zło.

Usiłuję walczyć z moimi negatywnymi emocjami, unikając stwierdzeń: „do niczego", „nie da się", „Nie!", „nędzny", „głupi", „nie lubię", „chcę umrzeć", itp. Zamieniam je na emocje pozytywne, Myślę więc: „na pewno mi się uda"; „lubię wszystkich"; „będę pożyteczna dla innych"; „wszystko z pewnością zmieni się na lepsze"; „wszystko w porządku"; „wydostanę się z tego”; „nigdy nie będę uciekać przed problemami"; „stawię czoła sytuacji”. Jeżeli zawsze będę obawiać się porażki, na pewno przegram. Jeżeli będę starać się myśleć o rzeczach radosnych i dających szczęście, zachowywać się tak pogodnie, jak tylko się da, to z pewnością pewnego dnia stanę się szczęśliwa.

Każda myśl, czyn albo słowo, które wyślę w świat, trwa wiecznie. Takie jest prawo tego świata. Myśli, czyny i słowa mają moc przyciągania wszelkich elementów niezbędnych, aby stały się one konkretną rzeczywistością. To one są odpowiedzialne za mój los - dobry, czy też zły. Ostre słowa, nawet wypowiadane dla czyjegoś dobra, wywołują u ludzi negatywne reakcje. Dlatego kultywuję empatię, aby umieć zrozumieć ból innego człowieka. Mówienie wyłącznie słów miłości oznacza, że ich energia działa w kierunku tego, co pozytywne. Oznacza to mówienie o szczęściu, pomyślności i zdrowiu, a unikanie mówienia o nieszczęściu, chorobie, ubóstwie itp. Słowo żyje, jest energią.

Staram się nie żyć przeszłością. Każde jutro jest absolutnie nowe, a przyszłość właśnie się zaczyna. Jeśli jednak ograniczę się własnymi myślami i uczuciami, jeśli nie zechcę przebaczać i będę stale odświeżać wspomnienia tego, co było - to nigdy nie zaznam prawdziwego spokoju. Przeszłość minęła bezpowrotnie. Dzień dzisiejszy jest rezultatem dnia wczorajszego, a zarazem przyczyną jutrzejszego. Każda chwila jest nową chwilą. Żeby żyć, nie wolno mi ani na moment tracić nadziei. Muszę zrobić wszystko, aby zrealizować swoje nadzieje. Gdy jestem blisko ich utraty, pamiętam, że moje nadzieje nigdy mnie nie zdradzą. To tylko ja mogę je zdradzić poprzez ich zaniechanie. Tak jak marzenia,  nadzieje spełniają się wtedy, gdy nie będę się tego spodziewać - ich spełnienie jest absolutnie pewne. Nadzieje i marzenia uruchamiają odporność na zło. W momencie,  gdy się poddam, wszystko się zawali.

Każda istota ludzka poszukuje miłości, pragnie być zrozumiana. Nic tak nie boli, jak brak miłości i zrozumienia ze strony innych. Jeśli taki stan trwa zbyt długo, tracimy nadzieję. A bez niej żyć nie można. Bycie kochanym daje prawdziwą radość i nadaje życiu sens. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ja potrafię kochać i rozumieć innych. Najpierw trzeba dać,  aby móc dostać.

Wszyscy możemy pójść taką drogą życia, na jaką się zdecydujemy. Będziemy szczęśliwi, jeśli tylko zechcemy. Zdobędziemy tyle, ile zechcemy. Będziemy zdrowi, jeśli tak postanowimy. Rzeczy niemożliwe mogą się spełnić nawet poprzez ich niespełnienie. Uświadamiam sobie swoje ograniczenia i mam odwagę przyznać się do nich. Nie boję się powiedzieć: nie wiem, błądzę, pomyliłam się, przepraszam. Tę odwagę i garść refleksji, z którymi odważnie dzielę się z innymi, zaczerpnęłam właśnie ze słów  św. Tomasza z Akwinu.

 

---

www.hamer369.blogspot.com

www.rowerempokraju.blogspot.com

www.hamer.pinger.pl

https://picasaweb.google.com/hamer369/BorneSulinowoZOtow?authkey=Gv1sRgCLCAv5qupITJ-wE&feat=directlink


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl